Fundacja Serce Serc - "Za tęczowym mostem"


Kolejna interwencja w Ząbkach!

Bombel za „Tęczowym Mostem”  



Niedziela 27 czerwca 2010 r. To miał być spokojny dzień. Godzina 14.31 – jestem na „rodzinnych zakupach” w centrum SKOROSZE. Dzwoni telefon alarmowy. Na linii jest oficer dyżurny Komisariatu Policji w Ząbkach. Informuje mnie, że w Ząbkach leży pies w bardzo ciężkim stanie, prawdopodobnie potrącony przez samochód. Prosi nas o pomoc.

Informuję policjanta, że aktualnie nie mam swojej własnej kliniki, a jedyne co mogę zrobić, to przetransportować ranne zwierzę do jakiejś kliniki w celu udzielenia mu natychmiastowej pomocy medycznej.  Od oficera dyżurnego otrzymuję telefon do osoby, która zgłaszała sprawę tego psa. Dzwonię do tej Pani, informuję o moich ograniczonych możliwościach. Proszę o przesłanie SMS-em dokładnego adresu i natychmiast przerywam zakupy.

Jadę na parking WSFiZ po ambulans ratunkowy.  Po drodze ponownie dzwonię do tej Pani i informuję, że będę na miejscu za jakieś 25-30 minut. Proszę, aby ta Pani na jakiejś kartce opisała do zdarzenie, ponieważ będę miał zamiar porozmawiać z Urzędem Miejskim w Ząbkach na temat tej sytuacji.  W odpowiedzi słyszę, że „ja tylko zgłaszam” i nie chcę być „ciągana”. Domyślam się, że chodzi tej Pani o uniknięcie udziału w jakichkolwiek dalszych działaniach.

W trakcie tej rozmowy dowiedziałem się, że dzwoniła wcześniej do jakiegoś schroniska i tam uzyskała informację, że owo schronisko przyjedzie do psa, ale tylko i wyłącznie na wyraźne polecenie policji. Podobno, wtedy nie mają problemu z uzyskaniem pieniędzy za tą interwencję od gminy Ząbki. 

Kilka minut później dotarłem już na parking WSFiZ po ambulans. Ponownie dzwoni do mnie oficer dyżurny Komisariatu Policji z zapytaniem, czy przyjadę pomóc temu psu. Odpowiadam, że będę ambulansem ratunkowym za 20 minut. Oficer dyżurny poinformował mnie, że otrzymam asystę policji. Umówiliśmy się, ze radiowóz dojedzie na miejsce za 20 minut
 

Udało mi się dotrzeć z centrum Warszawy na miejsce zdarzenia w Ząbkach w 8 minut. W bocznej uliczce obok Szkoły Podstawowej Nr 1 przy ul. Piłsudzkiego 37a leżał w ciężkim stanie pies. Dwie "dokumentacyjne" zdarzenie fotografie, kaganiec, nosze, kontener i natychmiastowy wyjazd do Przychodni Weterynaryjnej LUPUS przy ul. Gajkowicza 2. 

Image

Image  


Poinformowałem telefonicznie oficera dyżurnego, że już jestem z psem w drodze do kliniki. Nie czekał Pan na asystę policji? Nie.

Po 3 minutach byłem już w Przychodni LUPUS.  Dziękuję Pani doktor Adriannie Guzińskiej za natychmiastowe przyjęcie psiaka i niezwłoczne udzielenie mu pomocy. Psiak otrzymał robocze imię BOMBEL. Jest w wieku ok. 10 lat. Stan krytyczny. Postrzelony śrutem. Obolały bark. Albo potrącony przez samochód, albo bestialsko zbity przez ludzi. Pies został hospitalizowany w szpitalu Przychodni LUPUS. Czeka go operacja.

Image

Image

Image

Image


  
W poniedziałek 28 czerwca 2010 r. otrzymałem wiadomość z Przychodni Weterynaryjnej LUPUS, że Bombel jest stabilny. O godz. 12.00 rozpocznie się operacja. Zostanie otworzona jama brzuszna i lekarze obejrzą, jakie spustoszenie zrobił Bomblowi śrut. Muszę też podpisać zgodę na operację. Istnieje ryzyko, że Bombel operacji nie przeżyje. 

Pojechałem do Urzędu Gminy Ząbki. Nie było możliwości „od ręki” rozmowy z Burmistrzem, a najbliższy możliwy termin spotkania tj. 19 lipca br. nie satysfakcjonował mnie. O wydarzeniach ostatnich dni (trzy wypadki) poinformowałem pracowników Wydziału Ochrony Środowiska.
 


W godzinach popołudniowych ponownie pojechałem do Przychodni LUPUS. Stan Bombla dalej był bardzo ciężki. Pozostawiłem w przychodni kolejną zaliczkę w wysokości 500,00  pln na leczenie Bombla i Luckiego.

Image


We wtorek 29 czerwca 2010 r. stan zdrowia Bombla nadal był bardzo ciężki.  


W czwartek 1 lipca 2010 r. odwiedziłem Bombla w szpitalu. Wg lekarzy jest nieznaczna poprawa. Pies samodzielnie „postał na nogach”. Lekarze czekają na wyniki histopatologii. Dalsze postępowanie medyczne jest zależne od tych wyników. Pozostawiłem w Przychodni LUPUS kwotę w wysokości 1.000,00 pln tytułem zaliczki na leczenie Bombla. 

Image


W piątek 2 lipca 2010 r. odwiedziłem Bombla w szpitalu. Wg lekarzy, stan jego zdrowia nieznacznie poprawił się. Bombel samodzielnie „załatwił się”.


W sobotę 3 lipca 2010 r. ok. godz. 11.00 odwiedziłem Bombla w szpitalu. Stan zdrowia psiaka pogorszył się. Pies praktycznie nie miał siły i woli życia.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

 

Ok. godz. 12.30 skontaktował się ze mną lekarz i poinformował, że stan zdrowia Bombla pogarsza się z każdą chwilą. Ponownie pojechałem do Przychodni i pożegnałem się z Bomblem.  O godz. 13.30 podpisałem zgodę na eutanazję Bombla. Zapłaciłem kwotę 300,00 pln tytułem końcowego rozliczenia pobytu Bombla w Przychodni LUPUS. Łącznie, za ratowanie Bombla przychodnia LUPUS obciążyła nas kwotą 1.492,00 zł.

Ponieważ Fundacja Serce Serc NIE MA nieograniczonych środków finansowych, rozważę możliwość ubiegania się o zwrot poniesionych kosztów od gminy Ząbki. Nie za mój czas. Nie za paliwo do karetki ratunkowej, ale za REALNE PIENIĄDZE, które musieliśmy zapłacić lekarzom weterynarii za ratowanie Bombla oraz Luckiego, dwóch psów bezdomnych z gminy Ząbki, które w dniu 27 czerwca br. zostały przywiezione do tej przychodni.



Pozostaję z poważaniem, 

Janusz Orzechowski

 

 

  


Niestety, nie udało się uratować 1,5 tyg. sarenki…    


W czwartek 10 czerwca 2010 r. ambulans ratunkowy „z Dianą na pokładzie” jechał do Warszawy. O godz. 18.20, kiedy dojeżdżaliśmy do miejscowości Bieniewo Parcela, od pasażerów auta, które jechało za ambulansem, otrzymaliśmy telefonicznie na numer alarmowy (który był widoczny na ambulansie) prośbę o interwencję. Zatrzymaliśmy się na poboczu drogi.   

Image

Uzyskaliśmy informację, że jakiś czas temu, na teren jednej z posesji w miejscowości Kirsztajnów przybłąkała się malutka sarenka. Odnalezienie matki tej sarenki było niemożliwe, a maleństwo bez specjalistycznej pomocy nie miało praktycznie żadnych szans na przeżycie.  Z powodów humanitarnych ambulans ratunkowy Fundacji Serce Serc natychmiast udał się do wskazanej miejscowości, pilotowany przez samochód osób zgłaszających.

Image

Image

O godz. 18.41 byliśmy już na miejscu.  Sarenka przy użyciu specjalistycznych rękawic (aby sarenka zbytnio nie poczuła zapachu człowieka) została umieszczona w kontenerze transportowym. O godz. 18.55 ambulans wyjechał z Kirsztajnowa.  

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jedyną szansą ratunku dla tej sarenki było umieszczenie jej w Azylu dla dzikich zwierząt w Ogrodzie Botanicznym PAN w Powsinie. O godz. 20.15 sarenka była już pod specjalistyczną opieką. Sarenka miała ok. 1,5 tygodnia.   

Image

W poniedziałek 14 czerwca 2010 r. skontaktowaliśmy się z Ogrodem Botanicznym PAN w Powsinie. Otrzymaliśmy smutną wiadomość. Pomimo wysiłków lekarza Azylu, sarenki nie udało się uratować. Prawdopodobnie sarenka była potrącona przez samochód, została uderzona albo uderzyła się o coś sama. Miała zniekształconą żuchwę i wylew w gałce ocznej. Dziękujemy pracownikom Azylu w Powsinie za podjęcie próby ratowania tego maleństwa.