Interwencje różne
Spis stron
Interwencje różne
Strona 2
Strona 3

 

Wypadek na trasie Piaseczno–Magdalenka! 


Niedziela 29 listopada 2009 r. – godz. 23.10

W dniu dzisiejszym o godz. 19.31 otrzymaliśmy informację od oficera dyżurnego KRP Piaseczno, że na trasie Piaseczno – Magdalenka, przy markecie Marcpol został potrącony pies. Poproszono nas o pomoc. Na miejsce natychmiast wysłany został ambulans ratunkowy Ambuvetu. Pomimo sporej odległości (ponad 40 km) udało się dotrzeć do miejsca wypadku po 31 minutach. We wskazanym rejonie nie było żadnego potrąconego psa. W związku z powyższym skontaktowałem się z oficerem dyżurnym KRP Piaseczno. Otrzymałem informację, że osoba zgłaszająca dwukrotnie łączyła się z policją, ale nie pozostawiła żadnego numeru telefonu. Jest prawdopodobne, że albo ktoś zabrał tego psiaka w celu udzielenia mu pomocy, albo pies był w szoku i uciekł. Jeśli ktoś widział ten wypadek i zna losy tego psiaka, prosimy o informację. 

Dziękujemy funkcjonariuszom policji za informację o tym zdarzeniu. Mamy nadzieję, że psiakowi nic się nie stało.

 

 

Wypadek w Piasecznie – pies wrócił do domu! 


Wtorek 17 listopada 2009 r. – godz. 21.15 


W niedzielę 15.11.2009 r. o godz. 15.37 Pogotowie Ambuvet otrzymało zgłoszenie o rannym psie „z żebrami na wierzchu” w Piasecznie przy ul. Chyliczkowskiej 4 (przy salonie fryzjerskim). Z powodów humanitarnych na miejsce natychmiast wysłano ambulans ratunkowy Ambuvetu. Ze względu na znaczną odległość (40,1 km) oraz uliczne korki ambulans dotarł na miejsce wypadku po 45 minutach. Psiak został przewieziony do Przychodni Ambuvet w Wołominie. Pies był w wieku około 10 lat, nie miał czipa. Był w skórzanej czarnej obroży. Nie miał „adresówki”. Wykonano pełna diagnostykę. Zaopatrzono chirurgicznie rany. Stan zdrowia psa był dobry. Obrażenia raczej nie wskazywały na potrącenie i ograniczały się do urazów skórnych.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Podjedliśmy szerokie działania w celu odszukania właściciela. Dzięki współpracy z lokalnymi władzami oraz społeczeństwem udało się odszukać właściciela zwierzaka. W dniu dzisiejszym Killer (tak się wabił) po godz. 13.00 pojechał do Piaseczna. 
  

Wszelkie koszty tej akcji ratunkowej zostały pokryte z funduszy Fundacji na Rzecz Zwierząt Serce Serc. 

Janusz Orzechowski




Ranne zwierzę to nie worek z odpadami!   


Środa 4 listopada 2009 r. – godz. 11.50 


Chciałbym podziękować pracownikom Urzędu Miejskiego w Tłuszczu za szybką reakcję. Zwłoki sarny zostaną w dniu dzisiejszym odebrane z „lodówki” Ambuvetu przez firmę, która ma z gminą Tłuszcz podpisane porozumienie dot. zbierania z ulic i szos padłych i zabitych zwierząt. Zostaną przekazane do utylizacji. 

Refleksja: 

Jedzie dwóch mężczyzn autem. Widzą ranne i cierpiące zwierzę. Nie pozostają obojętni. Próbują wszędzie dzwonić, a by wezwać pomoc. Tam, gdzie dzwonią… dzwonią nieskutecznie. Wreszcie dzwonią na telefon alarmowy Ambuvetu.  

Jest mi naprawdę obojętne, kto i ile kasy otrzymuje od gminy Tłuszcz za interwencję w takich sytuacjach. To nie jest porzucony worek ze śmieciami – to jest ranne, wystraszone i obolałe zwierzę.  

Karetka ratunkowa jest w Warszawie. Ambulans transportowy może wyjechać z Wołomina dopiero za 30 minut. Dzwonię wobec tego tam, gdzie dzwoni każdy w takich sytuacjach. Dzwonię do oficera dyżurnego Komendy policji w Tłuszczu.

Nie oczekuję od policjantów, że osobiście udzielą natychmiastowej pomocy rannemu zwierzakowi. Ale to właśnie dyżurny policjant ma „przed nosem” wykaz: do kogo w takiej sytuacji dzwonić, kto ma obowiązek ruszyć na pomoc, kto od tej konkretnej gminy bierze pieniądze za interwencję w podobnych sytuacjach.  

Znając realia, decyduję się wysłać dwa samochody: karetkę ratunkową z Warszawy (50 km do miejsca wypadku oraz ambulans transportowy z lekarzem (30 km do miejsca wypadku).  Pierwszy dociera na miejsce wypadku ambulans transportowy. Zwierzę jest nie do uratowania. Z powodów humanitarnych natychmiast przerywamy jego cierpienie. Gdyby obrażenie były mniejsze, sarna niezwłocznie zostałaby przewieziona karetką ratunkową do specjalistycznego azylu dla dzikich zwierząt w Powsinie, a ambulans transportowy wróciłby na zwykły dyżur do Przychodni Ambuvet w Wołominie.  

Wręcz kuriozalne jest "polecenie" wydane mi przez policjanta pozostawienia skażonych morbitalem zwłok przy drodze. Gdyby zostały przez kogoś zabrane np. w celu konsumpcji, skończyłoby się to tragicznie. 

Wszelkie koszty tej akcji ratunkowej zostaną pokryte z funduszy Fundacji Serce Serc. 

Janusz Orzechowski      

 

Wtorek 3 listopada 2009 r. – godz. 22.30 


W dniu dzisiejszym o godz. 18.44 otrzymaliśmy na telefon alarmowy informację, że na trasie Tłuszcz – Dzięcioły została potrącona sarna. Poproszono nas o pomoc. Ponieważ ambulans ratunkowy był w trakcie interwencji w Warszawie, skontaktowałem się z Ambuvetem i poprosiłem o pilny wyjazd ambulansu transportowego z lekarzem.  Okazało się, że z Wołomina możemy wyjechać na ratunek najwcześniej za 30 minut (w przychodni było kilku pacjentów).  

W związku z powyższym zawiadomiłem o wypadku oficera dyżurnego Komendy Policji w Tłuszczu. Podałem telefon do siebie oraz do osób zgłaszających wypadek (które cały czas były przy rannej sarnie). Uzyskałem zapewnienie, że niezwłocznie zostanie wysłany na miejsce wypadku radiowóz.  

O godz. 20.05 do sarny dojechał ambulans Ambuvetu. Policji nie było. Sarna miała złamane wszystkie kończyny. Z powodów humanitarnych lekarz podjął decyzję o natychmiastowej eutanazji.

Image

Image

Powstał problem, co zrobić ze zwłokami sarny.  Skontaktowałem się telefonicznie z oficerem dyżurnym i poinformowałem o sytuacji. Uzyskałem od oficera dyżurnego informację, żeby zwłoki sarny pozostawić na poboczu drogi, a ich utylizacją zajmie się jutro firma, która ma z gminą Tłuszcz podpisane porozumienie dot. zbierania zwłok zabitych i padłych zwierząt.  

Pouczyłem oficera dyżurnego, że skażonych lekiem (użytym do eutanazji) zwłok pod żadnym pozorem nie wolno pozostawiać na drodze. Na moje pytanie: dlaczego przez ponad godzinę nie pojawił się na miejscu wypadku radiowóz policji, uzyskałem odpowiedź, że radiowóz tam był, ale nie mógł nas znaleźć (??). Nie wydaje mi się to prawdopodobne.  Zwłoki sarny zostały tymczasowo zabezpieczone przez Ambuvet. Jutro w trybie pilnym zwrócę się do Burmistrza Tłuszcza o podjęcie decyzji, co z tymi zwłokami dalej zrobić.

 

Janusz Orzechowski