Interwencje różne
Spis stron
Interwencje różne
Strona 2
Strona 3

 

 

Gizmo wrócił do swojego domu...!    

 

Czwartek 11 marca 2010 r.


W środę około godziny 10.00 w okolicy ul. Pawiej 55 błąkał się pies w wieku ok. 2-3 lat. Psem zainteresowali się dwaj studenci WSTI i przyprowadzili go do biura Fundacji Serce Serc. Nie mieliśmy sumienia przekazać zagubionego psiaka do schroniska na Paluchu. Psiak został przewieziony ambulansem do Ambuvetu w Wołominie. Lekarz weterynarii stwierdził, że pies „jest zdrów, cały i wesoły”. Psiak nie miał czipa ani adresówki. Rozpoczęliśmy pilnie poszukiwania właścicieli psiaka. Zawiadomiono o tym zdarzeniu schronisko na Paluchu oraz Straż Miejską. Zamieszczone zostały komunikaty poszukiwawcze na wielu portalach internetowych. Noc z 10/11 marca 2010 r. psiak spędził w domu pracownika Ambuvetu. W czwartek 11 marca 2010 r. o godz. 9.46 skontaktował się z nami właściciel psiaka. Psiak miał na imię GIZMO. Właściciel psiaka dotarł do nas poprzez ogłoszenie poszukiwawcze zamieszczone na serwisie gumtree. O godzinie 10.54 ambulans Ambuvetu przywiózł Gizmo do jego domu. Mamy nadzieję, że Gizmo już nigdy więcej się nie zgubi.  Właściciel Gizmo nie został obciążony jakimikolwiek kosztami (koszty dwukrotnego transportu ambulansem Ambuvetu ok.120 km zostały pokryte z funduszy Fundacji Serce Serc).

Image

Image

Image

Image

Image

 

 

 

Lucky pojechał do nowego domu do Białegostoku!

 
PODZIĘKOWANIE! 

Chciałbym podziękować WSZYSTKIM zaangażowanym w akcję pomocy dla Luckiego za przesyłkę (formatu A-4), która dotarła do mnie…. (osoby zainteresowane wiedzą o co chodzi). Naprawdę… do głębi mnie Państwo wzruszyliście. To była wielka przyjemność z Państwem współpracować. Serdecznie dziękuję! 

Janusz Orzechowski


Niedziela 21 lutego 2010 r. – godz. 11.25 


Jeszcze kilkanaście dni temu jego los był niepewny. Potrącony przez samochód, obolały, głodny, bez żadnej nadziei na lepsze życie. I nagle stał się cud. Jego losem zainteresowało się mnóstwo wspaniałych ludzi, zapewniając mu opiekę medyczną na najwyższym poziomie oraz wszelką inną niezbędną pomoc. W dniu dzisiejszym został przywieziony przez Wolontariuszy z Łodzi do Warszawy. Punktualnie o godz. 11.02 wyruszył spod mojego domu w dalszą podróż do Białegostoku. Czeka tam na niego kochający dom tymczasowy.

Jeśli ktoś z Państwa chciałby adoptować tego cudownego pieska, wspomóc finansowo lub rzeczowo jego dalszą rekonwalescencję, proszę o kontakt telefoniczny do Wolontariuszy, którzy udzielą wszelkich informacji na temat Luckiego. 

Pani Jola tel. kom. 604 172 408
Pani Magda tel. kom. 605 298 058
 

Cieszę się, że mogłem pomóc temu psiakowi choćby poprzez organizację transportu do Białegostoku. Lucky… bądź szczęśliwy! 


Pozostaję z poważaniem, 

Janusz Orzechowski 

 

Image

 

Image

 

Image

 

Image

 

Image

 

Image

 

Image



 

 



Nie zdążyliśmy…! 

Czwartek 14 stycznia 2010 r. – godz. 16.35 

W dniu dzisiejszym o godz. 11.55 skontaktował się ze mną funkcjonariusz Straży Miejskiej z Radzymina z informacją, że do jednej z posesji w miejscowości Ciemne przybłąkała się sarna w stanie skrajnego wyczerpania. Pomimo, że od 4 grudnia 2009 r. nie dysponuję medyczną jednostką ratunkową dla zwierząt, postanowiliśmy pomóc temu zwierzakowi. Z Warszawy natychmiast wyjechał ambulans Ambuvetu w celu udzielenia sarence pierwszej pomocy oraz przetransportowania osłabionej sarny do ośrodka dla dzikich zwierząt w Powsinie (Ogród Botaniczny PAN), który zgodził się przyjąć sarenkę i gdzie sarenka otrzymałaby pełną i specjalistyczną pomoc. Niestety, po przybyciu na miejsce okazało się, że sarna już nie żyje. Nie zdążyliśmy. 

Chciałbym podziękować funkcjonariuszom Straży Miejskiej z Radzymina za reakcję oraz za to, że nie pozostali obojętni na los tego zwierzaka.  

Pozostaję z poważaniem, 

Janusz Orzechowski

 

Wypadek na trasie Piaseczno–Magdalenka! 


Niedziela 29 listopada 2009 r. – godz. 23.10

W dniu dzisiejszym o godz. 19.31 otrzymaliśmy informację od oficera dyżurnego KRP Piaseczno, że na trasie Piaseczno – Magdalenka, przy markecie Marcpol został potrącony pies. Poproszono nas o pomoc. Na miejsce natychmiast wysłany został ambulans ratunkowy Ambuvetu. Pomimo sporej odległości (ponad 40 km) udało się dotrzeć do miejsca wypadku po 31 minutach. We wskazanym rejonie nie było żadnego potrąconego psa. W związku z powyższym skontaktowałem się z oficerem dyżurnym KRP Piaseczno. Otrzymałem informację, że osoba zgłaszająca dwukrotnie łączyła się z policją, ale nie pozostawiła żadnego numeru telefonu. Jest prawdopodobne, że albo ktoś zabrał tego psiaka w celu udzielenia mu pomocy, albo pies był w szoku i uciekł. Jeśli ktoś widział ten wypadek i zna losy tego psiaka, prosimy o informację. 

Dziękujemy funkcjonariuszom policji za informację o tym zdarzeniu. Mamy nadzieję, że psiakowi nic się nie stało.

 

 

Wypadek w Piasecznie – pies wrócił do domu! 


Wtorek 17 listopada 2009 r. – godz. 21.15 


W niedzielę 15.11.2009 r. o godz. 15.37 Pogotowie Ambuvet otrzymało zgłoszenie o rannym psie „z żebrami na wierzchu” w Piasecznie przy ul. Chyliczkowskiej 4 (przy salonie fryzjerskim). Z powodów humanitarnych na miejsce natychmiast wysłano ambulans ratunkowy Ambuvetu. Ze względu na znaczną odległość (40,1 km) oraz uliczne korki ambulans dotarł na miejsce wypadku po 45 minutach. Psiak został przewieziony do Przychodni Ambuvet w Wołominie. Pies był w wieku około 10 lat, nie miał czipa. Był w skórzanej czarnej obroży. Nie miał „adresówki”. Wykonano pełna diagnostykę. Zaopatrzono chirurgicznie rany. Stan zdrowia psa był dobry. Obrażenia raczej nie wskazywały na potrącenie i ograniczały się do urazów skórnych.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Podjedliśmy szerokie działania w celu odszukania właściciela. Dzięki współpracy z lokalnymi władzami oraz społeczeństwem udało się odszukać właściciela zwierzaka. W dniu dzisiejszym Killer (tak się wabił) po godz. 13.00 pojechał do Piaseczna. 
  

Wszelkie koszty tej akcji ratunkowej zostały pokryte z funduszy Fundacji na Rzecz Zwierząt Serce Serc. 

Janusz Orzechowski




Ranne zwierzę to nie worek z odpadami!   


Środa 4 listopada 2009 r. – godz. 11.50 


Chciałbym podziękować pracownikom Urzędu Miejskiego w Tłuszczu za szybką reakcję. Zwłoki sarny zostaną w dniu dzisiejszym odebrane z „lodówki” Ambuvetu przez firmę, która ma z gminą Tłuszcz podpisane porozumienie dot. zbierania z ulic i szos padłych i zabitych zwierząt. Zostaną przekazane do utylizacji. 

Refleksja: 

Jedzie dwóch mężczyzn autem. Widzą ranne i cierpiące zwierzę. Nie pozostają obojętni. Próbują wszędzie dzwonić, a by wezwać pomoc. Tam, gdzie dzwonią… dzwonią nieskutecznie. Wreszcie dzwonią na telefon alarmowy Ambuvetu.  

Jest mi naprawdę obojętne, kto i ile kasy otrzymuje od gminy Tłuszcz za interwencję w takich sytuacjach. To nie jest porzucony worek ze śmieciami – to jest ranne, wystraszone i obolałe zwierzę.  

Karetka ratunkowa jest w Warszawie. Ambulans transportowy może wyjechać z Wołomina dopiero za 30 minut. Dzwonię wobec tego tam, gdzie dzwoni każdy w takich sytuacjach. Dzwonię do oficera dyżurnego Komendy policji w Tłuszczu.

Nie oczekuję od policjantów, że osobiście udzielą natychmiastowej pomocy rannemu zwierzakowi. Ale to właśnie dyżurny policjant ma „przed nosem” wykaz: do kogo w takiej sytuacji dzwonić, kto ma obowiązek ruszyć na pomoc, kto od tej konkretnej gminy bierze pieniądze za interwencję w podobnych sytuacjach.  

Znając realia, decyduję się wysłać dwa samochody: karetkę ratunkową z Warszawy (50 km do miejsca wypadku oraz ambulans transportowy z lekarzem (30 km do miejsca wypadku).  Pierwszy dociera na miejsce wypadku ambulans transportowy. Zwierzę jest nie do uratowania. Z powodów humanitarnych natychmiast przerywamy jego cierpienie. Gdyby obrażenie były mniejsze, sarna niezwłocznie zostałaby przewieziona karetką ratunkową do specjalistycznego azylu dla dzikich zwierząt w Powsinie, a ambulans transportowy wróciłby na zwykły dyżur do Przychodni Ambuvet w Wołominie.  

Wręcz kuriozalne jest "polecenie" wydane mi przez policjanta pozostawienia skażonych morbitalem zwłok przy drodze. Gdyby zostały przez kogoś zabrane np. w celu konsumpcji, skończyłoby się to tragicznie. 

Wszelkie koszty tej akcji ratunkowej zostaną pokryte z funduszy Fundacji Serce Serc. 

Janusz Orzechowski      

 

Wtorek 3 listopada 2009 r. – godz. 22.30 


W dniu dzisiejszym o godz. 18.44 otrzymaliśmy na telefon alarmowy informację, że na trasie Tłuszcz – Dzięcioły została potrącona sarna. Poproszono nas o pomoc. Ponieważ ambulans ratunkowy był w trakcie interwencji w Warszawie, skontaktowałem się z Ambuvetem i poprosiłem o pilny wyjazd ambulansu transportowego z lekarzem.  Okazało się, że z Wołomina możemy wyjechać na ratunek najwcześniej za 30 minut (w przychodni było kilku pacjentów).  

W związku z powyższym zawiadomiłem o wypadku oficera dyżurnego Komendy Policji w Tłuszczu. Podałem telefon do siebie oraz do osób zgłaszających wypadek (które cały czas były przy rannej sarnie). Uzyskałem zapewnienie, że niezwłocznie zostanie wysłany na miejsce wypadku radiowóz.  

O godz. 20.05 do sarny dojechał ambulans Ambuvetu. Policji nie było. Sarna miała złamane wszystkie kończyny. Z powodów humanitarnych lekarz podjął decyzję o natychmiastowej eutanazji.

Image

Image

Powstał problem, co zrobić ze zwłokami sarny.  Skontaktowałem się telefonicznie z oficerem dyżurnym i poinformowałem o sytuacji. Uzyskałem od oficera dyżurnego informację, żeby zwłoki sarny pozostawić na poboczu drogi, a ich utylizacją zajmie się jutro firma, która ma z gminą Tłuszcz podpisane porozumienie dot. zbierania zwłok zabitych i padłych zwierząt.  

Pouczyłem oficera dyżurnego, że skażonych lekiem (użytym do eutanazji) zwłok pod żadnym pozorem nie wolno pozostawiać na drodze. Na moje pytanie: dlaczego przez ponad godzinę nie pojawił się na miejscu wypadku radiowóz policji, uzyskałem odpowiedź, że radiowóz tam był, ale nie mógł nas znaleźć (??). Nie wydaje mi się to prawdopodobne.  Zwłoki sarny zostały tymczasowo zabezpieczone przez Ambuvet. Jutro w trybie pilnym zwrócę się do Burmistrza Tłuszcza o podjęcie decyzji, co z tymi zwłokami dalej zrobić.

 

Janusz Orzechowski